Byliśmy z żoną w Mulk`u kilkakrotnie i nie byliśmy zawiedzeni. Niestety, wszystko się kiedyś kończy. Ostatnim razem złożyliśmy zamówienie i czekaliśmy na swoje dania. Wypiliśmy herbatę i czekaliśmy dalej. To czekanie wydłużyło się w dobre 50 minut, choć osób w restauracji było może 5. W końcu kelnerka podeszła do nas i zapytała, czy chcielibyśmy coś na deser. Najzwyczajniej o nas zapomniała. Tłumaczyła to nie wydrukowaniem zlecenia przez komputer. Najgorsze jednak dopiero przed nami, bo i owszem pomyłki się zdarzają, ale sposób rozwiązania sytuacji świadczy o braku klasy kierownika sali/menadżera, czy jak tam go zwał. Siedział sobie najzwyczajniej za stolikiem i nie raczył nawet do nas podejść. Rzucił niechcący zza stolika przepraszamy i tyle. Na nasze pytanie: Rozumiemy, że w tej sytuacji nie musimy chyba płacić za herbatę? usłyszeliśmy, że nie, choć miałem wrażenie, że kelnerka już nabijała nam ją na kasę. No cóż, prowadzenie restauracji to z pewnością trudna sztuka, ale właśnie umiejętność rozwiązywania takich sytuacji świadczy o profesjonalizmie i dojrzałości osób na danym stanowisku. Tu tego nie ma, chodzi tylko o to, by nie być stratnym, a klient i tak przyjdzie. Jedzenie jest tam przecież smaczne, ale to nie wszystko. Są przecież jeszcze inne elementy tej układanki. by móc powiedzieć, że restauracja ma klasę. Ale nie ma, bo to ludzie tworzą dobre imię firmy. W tym całym rozpędzie zapomniano o innych aspektach swojej pracy i skupiono się tylko na jedzeniu. read more