Żeby była jasność: daję St'Antonio 4 gwiazdki nie za jedzenie, ale dlatego, że chcę promować miejsca jedyne w swoim rodzaju. A ta restauracja ma jeden niezaprzeczalny atut - ogródek. Jest usytuowana w Ogrodzie Saskim, co chyba wiele wyjaśnia. Mamy drzewa, mamy widok na park, wystarczy do tego światło świec i jest superromantycznie. Nawet pseudogreckie posągi jestem w stanie jakoś wybaczyć. Chociaż nie rozumiem, dlaczego tu są.
W środku natomiast jest dosyć paskudnie - taki barokowy przepych w średnio-tanim wydaniu. No nie podoba mi się. Dlatego też do St'Antonio przychodzę tylko w ciepłe dni, a właściwie wieczory. Siadamy w ogródku i jest bardzo, bardzo przyjemnie.
Co do jedzenia - nie powinniśmy się tu spodziewać gastronomicznych szaleństw. Dania są smaczne, ale zupełnie zwyczajne. Mamy z 5 past do wyboru (makarony są domowe, za to szacuneczek), trochę dań rybnych i mięsnych (tutaj ciągle jeszcze suszone pomidory, szpinak i łosoś są na topie, wiecie, takie kulinarne mody sprzed kilku lat). Polecam carpaccio (25 zł). Oprócz niezrozumiałej dla mnie dekoracji w postaci pieczarek wszystko jest z nim jak najbardziej w porządku. Od czwartku dostępne są mule. Kosztują 39 zł za 800 gr i są bardzo poprawne.
A no właśnie - ceny w St'Antonio są zaskakująco niskie. Po aspiracjach wzorniczych (patrz barokowy bar w kształcie okrętu) możnaby się spodziewać wyższych cen, a jest zupełnie przyzwoicie.
Miłym akcentem jest czekadełko: dostajemy talerzyk ze zmiażdżonymi w moździeżu ziołami, polewamy to oliwą i moczymy w tym bagietkę. Bardzo dobre. read more