The Metropolitan Opera: Live in HD to cykl transmisji spektakli z THE METROPOLITAN OPERA W NOWYM…read moreJORKU.Pomysł ten zadebiutował w 2006 roku pokazem "Czarodziejskiego fletu" Wolfganga Amadeusza Mozarta i praktycznie od razu był wielkim sukcesem, dość powiedzieć, że w sezonie 2009/2010 zgromadził w salach na całym świecie 2 miliony 400 tysięcy widzów. Jest to świetny pomysł ponieważ możliwość zobaczenia w sali kinowej w swoim mieście relacji live z jednej z najsłynniejszych oper świata przyciąga wielu melomanów. Ja usłyszałem o tym cyklu już w zeszłym sezonie ale niestety nie miałem okazji zapoznać się z MET (tak w skrócie nazywana jest Metropolitan Opera). Na szczęście ta sytuacja nie trwała długo. Właśnie przed chwilą wróciłem z kina Kijów Centrum w którym odbywają się te transmisje i muszę przyznać, że było to super przeżycie. Była to opera inaugurująca sezon transmisji 2012/2013. "Napój miłosny" Gaetano Donizettiego. Po pierwsze już na wejściu byłem bardzo zaskoczony frekwencją, była pełna sala. Spodziewałem się, że będzie dużo wolnych miejsc, to kino pomieści przecież ponad 800 osób. To świadczy o dużym zapotrzebowaniu na kulturę wysoką wśród Krakowian. Możliwość zaglądnięcia za kulisy w trakcie zmiany scenografii oraz wywiady z artystami w trakcie przerwy rekompensują fakt, że to jednak tylko transmisja na trochę większym telewizorze. Niestety nie czuje się tutaj tej specyficznej atmosfery podniosłego i wielkiego wydarzenia jakim jest spektakl operowy. Opera sama w sobie bardzo mi się podobała i była moim zdaniem idealna dla ludzi, którzy nie mają wielkiego doświadczenia z przedsięwzięciem artystycznym tego typu. Wielokrotnie wybuchałem śmiechem. W jedną z głównych ról, Belcora, wcielił się polski baryton Mariusz Kwiecień. Jest on rodowitym Krakusem, dlatego też przesłał w trakcie przerwy specjalne pozdrowienia dla wszystkich zebranych w kinie Kijów. Ten miły gest wzbudził oczywiście ogromny aplauz na sali. Wszystkie elementy po kolei składają się na bardzo udany wieczór( wszystko trwało ponad trzy godziny), jednak jak to zwykle bywa w beczce miodu znajdzie się łyżka dziegciu. Przed nami siedział para, która była kompletnie niezainteresowana tym co na ekranie. Nie było by w tym nic złego gdyby nie fakt, że ich amory w znacznym stopniu przeszkadzały ludziom w ich najbliższym otoczeniu, w tym niestety nam. Byli to ludzie dobrze po trzydziestce a zachowywali się jak mało dojrzałe nastolatki. Początkowa złość i rozdrażnienie przemieniło się w politowanie i w pewnym momencie nie byłem w stanie się powstrzymać i wybuchnąłem śmiechem, oczywiście w ogóle ich to nie zraziło. Ich najbliższa sąsiadka jednak nie wytrzymała tego długi i dość ostro ich upomniała. Brawa dla tej Pani. Na takie niezbyt przyjemne sąsiedztwo nie miał jednak wpływu organizator i tylko w nieznacznym stopniu popsuło mi to odbiór opery więc i ogólna moja ocena na tym nie ucierpiała.